Spacer przez Triest
24-01-2026

Triest odwiedziłam już po Rajdzie, a właściwie już po całym długim i wyczerpującym sezonu.
Włóczyłam się wąskimi uliczkami, wciąż pełna świeżych wspomnień. Miasto zdawało się być zawieszone pomiędzy wysiłkiem a odpoczynkiem. Habsburskie fasady pochylały się ku morzu, kawiarnie mieniły się bannerami, jakby na mnie czekając. Zwolniłam, zauważając detale: małe niedoskonałości w starym murze, trawę znajdującą swoje miejsce między brukiem. Wsłuchałam się w cichy szmer głosów i obserwowałam ludzi pędzących przez ulice, zajętych swoim życiem.
Triest był głośny i żwawy, pełen włoskiej żywiołowości, a jednocześnie na każdym rogu emanował naturą i spokojem. Wystarczyło tylko zwolnić, by go odnaleźć.



































